Posty

Kolejna część "przygód" Ingi;) coś znów dla odmiany;)

SPOTKANIE
Dziś, o dwunastej. Nie mam pojęcia, dlaczego, aż tak się tym stresuję. No dobra, dawno byłam na randce, ale z drugiej strony nie mam pewności czy to jest w ogóle randka. Może to jest po prostu zwykła, najzwyklejsza kawa? Bez żadnych podtekstów, bez drugiego dna? A ja od razu wyobrażam sobie Bóg wie co. Nie no, muszę wyluzować, bo chyba padnę zaraz przez to. Julita zrobiła mi pobudkę już koło dziewiątej, żebym, jak to określiła: „na spokojnie się zebrała i nie spóźniła się na randkę z boskim Damiankiem”. Pfff.... jakoś jej wielki entuzjazm zamiast mnie nastrajać pozytywnie to trochę dobija. No ale dobra. Wstałam, zebrałam się i już prawie jedenasta, a mój stres nadal nie odparował. To TYLKO kawa! Nic więcej! Tak muszę sobie mówić, żeby niepotrzebnie się nie nakręcać. Kawa, jak z chłopakami z uczelni, często wychodzimy grupką na kawę bądź piwko. Ten wypad muszę potraktować w taki sam sposób. I już. Trochę dziwnie mi się zrobiło, że od rana Damian nie dał znaku życia, no ale z …

Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą!!!

Macie czasem tak, że chcecie rzucić wszystko i gdzieś uciec? Zostawić za sobą wszystko, nie zważając na konsekwencje? Po prostu wyjść, nie myśląc o innych, zrobić to po prostu tu i teraz? W sumie te pytania są głupie... na pewno każdy miał tak chociaż raz w życiu.  W takim momencie idealnym określeniem na życie są słowa piosenki Margaret (przynajmniej mi się tak wydaje): "A teraz byle być, byle trwać
Byle jak odliczam końca dnia...". (piosenka mówi raczej o związku, jednak te akurat słowa można do różnych spraw odwołać).  Następuje wtedy taki bezsens. Nic w zasadzie nie ma znaczenia. Leżysz na dnie i tylko zastanawiasz się: wstać? ale czy jest w ogóle sens? Przecież zaraz i tak pewnie znowu upadnę... po co się wysilać, podnosić, na nowo nabierać sił, skoro zaraz i tak je stracę. Robię przecież cały czas takie koło, upadam - wstaję, upadam - wstaję... i znów... i znów... i nadal to samo... nic się nie zmienia, tylko non stop ten sam schemat: upadek - powstanie, jestem na szc…

"...zgubiłem swoje myśli, zgubiłem swój cel..."

Są dni, kiedy totalnie opada się z sił... nie ma się ochoty nawet wstać z łóżka... czasami mamy wrażenie, że takich dni jest zbyt wiele... jest to pewnego rodzaju wypalenie, z którym nie potrafimy sobie poradzić. Ciężko jest się przestawić i zacząć inaczej myśleć, działać, bardziej optymistycznie. Dopada nas nostalgia, smutek, łzy same płyną Nam z oczu...  Brak celu w życiu... Brak sensu życia... Brak jakichkolwiek plusów na horyzoncie, same minusy... Jedynie samotność. Nawet w tłumie, wśród znajomych, czujemy się bardzo, bardzo samotni. Upadek... Później kolejny upadek... Wstajemy i znowu upadamy... 
Tak to w życiu już jest, że nie zawsze jesteśmy na szczycie, często upadamy i nie potrafimy znaleźć celu, dzięki któremu moglibyśmy iść dalej z podniesioną głową.  Takie dni także są Nam potrzebne. Pokazują, że mamy uczucia, że nie jesteśmy puści w środku, że mamy serce, duszę. Każdy musi od czasu do czasu pobyć sam, wsłuchać się w siebie, w to, co tak naprawdę czuje i myśli. Popłakać, …

"Musimy się nauczyć tracić..."

"Musimy się nauczyć tracić. Musimy być świadomi tego, że bez względu na to, co zdobywamy, wcześniej czy później to tracimy." Tracimy w życiu wszystko... nic, co otrzymujemy od życia, nie jest nam dane na wieczność. Tak to już niestety jest.Wydaje się nam, że jak coś zdobędziemy, coś otrzymamy, to już nic ani nikt tego nie zmieni. To jest nasze i tak już pozostanie. Niestety, ale fakty są zupełnie inne.
Wiele razy w życiu załamujemy się, jak stracimy pracę, odejdzie ukochana osoba, zostawi nas przyjaciel...w takich chwilach jesteśmy źli na cały świat za to, że coś lub ktoś został nam odebrany. Bo cały wszechświat stanął przeciwko nam. Ale czy taka jest prawda? A może i my zawiniliśmy? A może po prostu tak miało być? Przecież nie na wszystko w życiu mamy wpływ. To nie my piszemy scenariusz własnego życia. Owszem, my podejmujemy decyzje, ale przecież nie zawsze są one dobre, nie zawsze wybieramy właściwą ścieżkę. Często coś zostaje nam odebrane po to, abyśmy uświadomili sobie, …

Wspomnienia...

"Czy to nie absurdalne, że wspomnienia o dobrych czasach o wiele częściej doprowadzają do łez niż wspomnienia o tych złych?"Znalazłam nie tak dawno ten cytat  i od razu stwierdziłam, że jest odzwierciedleniem najprawdziwszej prawdy. I mimo tego, że pytanie ukazane w cytacie wskazuje na absurdalność tego stanu rzeczy, to w zupełności się z tym zgadzam. Chyba nikt nie zaprzeczy, że wspomnienia dopadają nas zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. I to właśnie te dobre wspomnienia. Chwile, które kiedyś były najpiękniejsze, ale co do których nie mamy wątpliwości, że już nie wrócą. 

Często siedzimy w samotne wieczory w pokoju, szczególnie w jesienne, takie jak teraz, i myśli same nas nawiedzają. 
Myśli, które jeszcze jakiś czas temu były tak bardzo prawdziwe i realne, a dziś już nie istnieją. 
Myśli, które nie były myślami, ale rzeczywistością. 
I które były szczęściem. 
Często tak wielkim, że nie da się go opisać. 
A dziś? Dziś jedyną odpowiedzią na te wspomnienia są łzy... nic więcej.…

Walcz do końca!

„Czasami po prostu nie masz wpływu na to, co się dzieje. Niektóre okoliczności nie wynikają wcale z Twoich błędów i pozostają poza Twoją kontrolą. Zawsze jednak masz pewien wybór - możesz albo się poddać, albo z nadzieją walczyć o lepsze życie. Jeśli chcesz posłuchać mojej rady, pamiętaj, że nic nie dzieje się bez powodu i że ostatecznie z każdego doświadczenia może wypłynąć jakieś dobro.”

Najprawdziwsza prawda. Nie zawsze mamy wpływ na to, co dzieje się w naszym życiu. Niestety, ale takie są fakty. Czasami mamy wrażenie, że jesteśmy Panami własnego Losu, ale to tak nie działa. Decyzje, które podejmujemy, i które w naszym mniemaniu są dobre i odpowiednie, nie zawsze muszą takie być. Często okazują się zupełnie nietrafione. I nie ma w tym naszej winy, bo w końcu człowiek uczy się na błędach. Jednak nie należy poddawać się przy każdej porażce, jaką napotkamy. Wszystko w życiu ma swój cel, nawet nasze upadki. One nas czegoś uczą. Może nie dostrzegamy tego od razu, ale po jakimś cz…

Dziś coś zupełnie innego, niż moje przemyślenia... coś, co wyszperałam ze starych tekstów... może kogoś zaciekawi;)

Rozdział 1.  TAK TO SIĘ ZACZĘŁO...

Chyba muszę w końcu ogłosić wszem i wobec, iż frustracja, którą aktualnie odczuwam z niezliczonych powodów, między innymi faktu, iż uświadomiłam sobie, że moje życie jest nudne, jest najgorszym i najbardziej irytującym uczuciem, jakie kiedykolwiek posiadałam. Z tej irytacji z powodu mojej frustracji, która powstała z powodu mnie, chcę coś zrobić ze sobą, swoim życiem, etc. Ale nie wiem co. Wszystko wydaje się dla mnie abstrakcyjne i absurdalne. Wszystko, o czymkolwiek pomyślę, że chciałabym zrobić, czy powiedzieć to… nie wiem… wydaje mi się to nieosiągalne. Tak, jakbym podświadomie wiedziała, że moje „fantazje”, jakkolwiek to dwuznacznie zabrzmi, nigdy się nie spełnią. Muszę przebić się jakoś przez ten mur, który hamuje mnie przed tym, czego bym chciała, co by mnie w jakiś sposób „wyzwoliło” od tej cholernej frustracji. I chyba nadszedł ten czas, odpowiedni na zmiany. Myślę, że w końcu jestem gotowa na to, żeby zmienić trochę w swoim życiu, żeby złapa…